Z kart historii: sezon 2008/2009

Wielki srebrny sezon

Drużyna KSSSE AZS PWSZ w ub. sezonie świętowała wicemistrzostwo Polski! W kwietniu gorzowskie koszykarki stoczyły pięć emocjonujących finałowych spotkań z ekipą z Gdyni. Przegrały, ale i tak odniosły największy sukces w historii klubu. Sukces, który przed sezonem był tylko cichym marzeniem.

Zanim nasze koszykarki doszły do wielkiego finału, zaliczyły najlepszą rundę w historii występów w ekstraklasie. Z 12 meczów pierwszej rundy sezonu zasadniczego wygrały aż 11!

Przed sezonem w gorzowskim obozie doszło do rewolucji. Zmiany były jakościowe. Do KSSSE AZS PWSZ trafiły koszykarki z niesamowitym potencjałem i znanymi w Europie nazwiskami. Dwa najpoważniejsze transferowe strzały to najwyższa koszykarka polskiej ligi, mierząca 203 cm Amerykanka Lindsay Taylor i niemiecka skrzydłowa Anne Breitreiner, która do Gorzowa trafiła z ekipy wicemistrzyń Polski Lotosu PKO BP Gdynia. Gorzowscy działacze namówili także do gry w barwach akademiczek dwie koszykarki, które trener Dariusz Maciejewski wypatrzył na ostatniej Uniwersjadzie - australijską rozgrywającą Samanthę Richards i Czeszkę Katerinę Zohnovą.

Jak wybuchowa to mieszanka, cała Polska przekonała się już na starcie ligi. Gorzowskie koszykarki w premierowej kolejce pokonały u siebie Lotos Gdynia, a po trzech dniach w Krakowie ograły Wisłę Can-Pack! KSSSE AZS PWSZ wygrywał z dwoma najlepszymi ekip ubiegłego sezonu po dogrywkach, za każdym razem siedmioma punktami. To było coś niesamowitego! Obie drużyny gorzowianki ograły pierwszy raz w historii.

Niespotykaną wcześniej moc KSSSE AZS PWSZ potwierdza przebieg fazy zasadniczej ligi. Gorzowianki wygrały 11 pojedynków z rzędu! Pokonały kolejno: Gdynię u siebie, Kraków na wyjeździe, Łódź u siebie, groźny w tym sezonie Toruń u siebie, MUKS Poznań na wyjeździe, mocny Rybnik na wyjeździe (wtedy jeszcze ze świetną Amerykanką Jią Perkins i kadrowiczką Elżbietą Międzik), Pabianice u siebie, mocno napinające się na Gorzów Leszno na wyjeździe (trzy nowe Amerykanki wzmocniły Dudę przed tym meczem, grały w Lesznie dwie ex-gorzowianki Drzewińska i Czarnecka, a do tego odżyły wspomnienia z małego finału elity z ubiegłego sezonu), Brzeg u siebie, Ineę AZS w poznańskiej Arenie, niezłą w tym sezonie Jelenią Górę.... 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11 i... to musiało wystarczyć! W ostatnim meczu pierwszej rundy, w 13. kolejce lepsze okazały się Polkowice. Ekipa CCC wykorzystała niesamowitą niemoc gorzowianek i wygrała z KSSSE AZS PWSZ 65:63. To był najgorszy mecz lidera w tym sezonie, który popełnił w Polkowicach aż 20 strat i przegrał walkę na tablicach 22:40... Każda seria się kiedyś musi skończyć. Ale i tak za to, co gorzowianki pokazały w pierwszej odsłonie sezonu należy im się burza braw.

Gorzej ekipie KSSSE AZS PWSZ poszło w Pucharze Europy FIBA - w tych rozgrywkach akademiczki wygrały zaledwie dwa spotkania i nie przeszły fazy zasadniczej. Gorzowianki trafiły na mocną grupę, na czele z najlepszą drużyną tej edycji - Dynamem Moskwa. Zajęły w niej trzecie miejsce. Teoretycznie także z tej pozycji była szansa na awans do fazy finałowej. Kciuki za naszą drużynę ściskaliśmy do ostatniego meczu w innych grupach. Niestety, rozstrzygnięcia nie były dla nas korzystne. Lider polskiej ekstraklasy zajął pierwsze miejsce, które nie dawało przepustki na dalszą grę w Europie...

KSSSE AZS PWSZ stanowczo dążył do spełnienia marzenia o finale ekstraklasy. W styczniu zaprosiliśmy do gorzowskiej drużyny doświadczoną Edytę Koryznę i najdroższą w historii klubu Amerykankę Nicky Anosike. - Długo walczyliśmy z kontuzjami, ale na najważniejszą część sezonu wyleczyliśmy wszystkie zawodniczki. Taki skład mógł skutecznie pobić się o finał - opowiadał trener Maciejewski. Po ostatniej kolejce sezonu zasadniczego było pewne, że nie będzie w tym roku bojów Gdyni i Krakowa o mistrzowską koronę (obie drużyny spotkały się już w półfinale - tam Lotos PKO BP zmiażdżył Wisłę 3:0). Będące w cieniu wielkich - Polkowice i Gorzów - między sobą rozstrzygnęły finałową nominację.

Kluczowy dla całej serii był pierwszy mecz. W Polkowicach to gorzowianki wygrały 67:62. Bardzo dużo wniosły dwie koszykarki ukrywane przez trenera Maciejewskiego. Katerina Zohnova i Lindsay Taylor miały nie zagrać w tym spotkania - przekonywał szkoleniowiec gorzowianek. One jednak w zaciszu uczelnianej sali dochodziły do formy. Wydatnie pomogły drużynie w półfinałowej rywalizacji. Także w pierwszym pojedynku Gorzowa z Polkowicami kontuzji doznała Plenette Pierson z CCC. Amerykanka przegrała z urazem kolana i wyleciała do USA. To zdarzenie miało wpływ na rozstrzygnięcie w tej serii. Ale nie największy. Gorzowianki w pełni zasłużyły na awans do wielkiego finału, bo były lepszym zespołem. 4 kwietnia - po trzecim wygranym meczu (68:52) - zapewniły sobie minimum drugie miejsce w Polsce!

Wielu przed finałową rywalizacją już rozdzieliło medale. Byli kibice basketu, którzy przewidywali gładkie 4:0 dla Gdyni. Ale Gorzów walczył. Gorzów pokazał, że na miejsce w finale w tym sezonie po prostu zasłużył. W każdym z pięciu finałowych meczów byliśmy świadkami wyrównanej gry i walki niemalże do ostatnich sekund. Kibicom w całej Polsce (choć tym w Gorzowie pewnie najbardziej) w pamięci zapadnie czwarte spotkanie serii. W Gorzowie, na dwie minuty przed końcem ekipa z Gdyni miała sześć punktów przewagi. Ale nie utrzymała jej do końca. Gorzowianki szarpał do ostatnich sekund - za trzy trafiła Niemka Anne Breitreiner, rzuty osobiste dorzuciła na 30 s przed końcem meczu Czeszka Katka Zohnova. Fantastyczną robotę w obronie wykonały Polki - kapitan Justyna Żurowska i zawodniczka z młodej fali w AZS PWSZ Agnieszka Kaczmarczyk. Akademiczki odwróciły losy pojedynku, wygrały 65:64 i przedłużyły złotą serię.

Po dwóch dniach poległy w finale play-off 1:4, ale w Gorzowie nikt nie przyjął tego wyniku z kwaśną miną. Gra w finale to było bowiem spełnienie marzeń na ten rok. Na trzy razy bogatszy klub z Gdyni po prostu nie było mocnych. Wzmocniony w drugiej części sezonu Lotos nie dał szans gorzowiankom. Rywale sięgnęli po koszykarską gwiazdę z najwyższej półki Amerykankę Tamikę Catchings (zagrała w ostatnim meczu na własną prośbę mimo przykrej kontuzji oka) - to był strzał w dziesiątkę. Właśnie ona przeważyła szalę na stronę Gdyni, nie tylko nieszablonowymi akcjami w ataku, ale przede wszystkim niesamowitą postawą w defensywie.

Opracował: Kamil Siałkowski, Gazeta Wyborcza
Zdjęcia: Bartosz Zakrzewski
Magazyn A-Zet-eS nr 1