Z kart historii: sezon 2005/2006Piąte miejsce. Zasłużone. Z małym niedosytem i dużą nadzieją na przyszłość
W drugim sezonie w ekstraklasie gorzowianki jeszcze nie zdołały wskoczyć do strefy medalowej. A były bardzo blisko. Przegrały po wyrównanej walce w ćwierćfinale z Polkowicami. Skończyły na piątej pozycji po dwóch zwycięstwach z Odrą Brzeg.

Gorzowianki z każdym kolejnym sezonem sprawiały nam coraz więcej radości, łamały kolejne sportowe bariery. Te rozgrywki rozpoczęły od nieznacznych porażek z potentatami z Krakowa i Gdyni.
Zespół AZS PWSZ Sowood zostawił na boisku wiele potu, walczył o każdą piłkę. Obu utytułowanych rywali tylko jednak postraszył. W Krakowie przegrał 66:69, w Gdyni 73:79. - Te pojedynki udowodniły, że ciągle potrzebujemy wzmocnień - opowiadał trener gorzowskiej drużyny Dariusz Maciejewski.
Ireneusz Klimczak w „Gazecie Wyborczej”: Przeważyły indywidualności. Czwartą kwartę w amerykańskiej NBA fachowcy nazywają "money time", czyli czas wypłaty. Wtedy najwięcej na siebie biorą gwiazdy. Wisła ma Karę Braxton i Annę DeForge. W Gdyni 13 z 17 pkt w ostatnich 10 minutach rzuciła Agnieszka Bibrzycka.
- Napędziłyśmy stracha mistrzyniom i wicemistrzyniom naszego kraju. Gra na równo z takimi drużynami jest dla nas dodatkową motywacją. Dowodem, że można, tylko trzeba bardziej w siebie uwierzyć. W meczu z Wisłą po prostu miałyśmy trochę pecha, bo nasz niesamowity pościg w czwartej kwarcie mógł skończyć się powodzeniem. Niestety rywalkom udało się uchronić przed porażką dzięki akcji obronnej jednej z Amerykanek. Mecz z Lotosem był inny. Tutaj byłyśmy blisko gospodyń prawie przez cały czas. O naszej porażce zdecydowała gorsza gra na tablicach. Gdybyśmy miały po kilka centymetrów więcej lub gdyby mogły zagrać nasze kontuzjowane wysokie dziewczyny to być może wynik byłby inny - mówiła Aleksandra Karpińska, która przed sezonem podpisała dwuletni kontrakt z Gorzowem. Barwy AZS PWSZ zasiliła wtedy także wiślaczka Joanna Czarnecka.

Jeszcze nie mieliśmy w Gorzowie zespołu gotowego na walkę o medale. Ale nasza wartość rosła systematycznie. Agresywną i ofiarną obroną na trzech czwartych boiska byliśmy w stanie zmęczyć każdego przeciwnika. Obrona już wtedy była naszą wizytówką. Musieli się z nią liczyć nawet najmożniejsi polskiej ligi. W drugim sezonie w elicie, w porównaniu z debiutanckim rokiem, poprawiliśmy się ataku. W naszym zespole wciąż brakowało jednak doświadczonych, ogranych zawodniczek, którym nie zadrży ręka w kluczowych momentach spotkania.
Taką liderką mogłaby być Agnieszka Szott. Ale znów jej rozwój zatrzymały problemy ze zdrowiem. Na początku 2006 r. zdecydowała się na operację kolan i roczną przerwę. - W tym momencie wynik nie może być najważniejszy. Jasne, że mi żal, przecież musimy zweryfikować nasze cele. Aga była w świetnej dyspozycji, mogła poprowadzić nas do czwórki. Nie miałem jednak żadnego dylematu. Liczy się tylko to, aby Agnieszka całkowicie wyzdrowiała - przekonywał trener Dariusz Maciejewski.
Mimo dużej straty w przeddzień fazy play-off gorzowianki podjęły walkę. Przegrały w ćwierćfinale z Polkowicami 0:3. Ale były bardzo blisko rywalek, szczególnie w meczach wyjazdowych.
„Gazeta Wyborcza”: Seria z CCC była piękna. Mieliśmy jedną dogrywkę, obie drużyny łącznie dzieliło zaledwie 14 pkt. Szkoda, że rywalizacja skończyła się tak szybko. W trzecim spotkaniu rozegranym w Gorzowie zespół z Polkowic był lepszy. - Dlatego strasznie żałuję przegranych na wyjeździe, a szczególnie pierwszego pojedynku, gdzie sukces mieliśmy w rękach - mówił trener AZS PWSZ Sowood Dariusz Maciejewski. - W decydującym momencie doświadczenie zawodniczek CCC wzięło górę. W trzeciej grze rywalki kontrolowały wydarzenia na boisku od początku do końca.
Po bolesnym odpadnięciu z walki o medale z Polkowicami gorzowianki za punkt honoru postawiły sobie zajęcie piątego miejsca. Najpierw zmierzyły się z Meblotapem Chełm. Na wyjeździe przegrały, ale u siebie odrobiły straty z nawiązką. O piątą pozycję zawalczyły z Odrą Brzeg. Udało się wygrać oba mecze. - Zajęliśmy najwyższe miejsce w historii gorzowskiej koszykówki już w drugim sezonie w elicie po odrodzeniu basketu. Wcześniej Stilon był najwyżej na szóstym miejscu. Teraz udało nam się pobić ich osiągnięcie z lat 90.-tych - cieszył się Maciejewski po ostatnim meczu.

Po sezonie nasze koszykarki wybrały się do Portugalii na kolejny akademicki, europejski czempionat. Miłą podróż okrasiliśmy złotem (zrewanżowaliśmy się Słowenkom - za dwie porażki we wcześniejszych edycjach tych rozgrywek - już w półfinale), a nasza środkowa Justyna Żurowska została wybrana najbardziej wartościowym graczem mistrzostw. Dla Żurowskiej był to zresztą bardzo dobry okres: po sezonie ligowym została uznana za odkrycie ekstraklasy, otrzymała także powołanie do kadry narodowej seniorek. Do pierwszej reprezentacji trafiło w 2006 r. aż pięć zawodniczek AZS PWSZ - oprócz Żurowskiej, znalazły się w niej jeszcze Aleksandra Karpińska, Aleksandra Chomać, Joanna Czarnecka i Katarzyna Czubak (nie zagrała jednak w meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy). Drugim trenerem naszej reprezentacji był wtedy gorzowianin Dariusz Maciejewski.
Sezon zasadniczy 2005/06:
Kraków - Gorzów 69:66
Gdynia - Gorzów 79:73
Gorzów - Polkowice 74:70
Gorzów - ŁKS Łódź 75:60
AZS Poznań - Gorzów 38:59
Gorzów - Jelenia Góra 78:44
Brzeg - Gorzów 73:79
Gorzów - Pabianice 74:79
Chełm - Gorzów 59:69
Gorzów - Kraków 57:74
Polkowice - Gorzów 69:65
ŁKS Łódź - Gorzów 89:78
Gorzów - AZS Poznań 66:51
Gorzów - Gdynia 66:95
Jelenia Góra - Gorzów 67:69
Gorzów - Brzeg 86:91
Pabianice - Gorzów 82:62
Gorzów - Chełm 74:67
Faza play-off sezonu 2005/06:
Polkowice - Gorzów 65:61
Polkowice - Gorzów 64:63
Gorzów - Polkowice 63:72
Mecze o miejsca 5.-8.
Chełm - Gorzów 76:67
Gorzów - Chełm 64:50
Mecze o 5. miejsce
Brzeg - Gorzów 63:69
Gorzów - Brzeg 63:58
Klasyfikacja końcowa:
1. Kraków
2. Gdynia
3. Pabianice
4. Polkowice
5. Gorzów
6. Brzeg
7. AZS Poznań
8. Chełm
9. Łódź
10. Jelenia Góra
Opracował: Kamil Siałkowski, Gazeta Wyborcza
Zdjęcia: Piotr Żytnicki, Gazeta Wyborcza
Magazyn A-Zet-eS nr 4






