Euroliga: Na koniec szalony mecz20 stycznia 2010, 23:51:45
>>>ZOBACZ FOTOREPORTAŻ<<<
W pierwszej kwarcie graliśmy na dużej skuteczności rzutowej. Przy stanie 16:19 Julia Dureika trafiła z dystansu. Wyrównała stan meczu i dała hasło do ataku koleżankom z zespołu. Prowadzenie objęliśmy po rzutach osobistych Izabeli Piekarskiej. W następnych akcjach duet Dureika i Sidney Spencer był nie do zatrzymania. Po trafieniu za trzy punkty Amerykanki prowadziliśmy już 31:23. Nie zwalnialiśmy jednak tępa. Faulowana Agnieszka Kaczmarczyk bezbłędnie wykonała dwa osobiste, a po wejściu pod kosz Samanta Richards dołożyła kolejne dwa oczka i kwartę numer jeden wygraliśmy wysoko, bo 35:23!
W drugiej odsłonie już ze skutecznością było dużo gorzej. W początkowej części nie odbijało się to znacząco na wyniku. W czternastej minucie prowadziliśmy 41:30. Później trafiały częściej mistrzynie Słowacji. Z dystansu celnie rzuciła Miljana Musovic, za chwilę dorzuciła jeszcze dwa oczka spod kosza i nasze prowadzenie zmalało do pięciu punktów. Po trafieniu Ludmiły Sapovej w kolejnej akcji za trzy punkty wydawało się, że znów odskoczymy na ponad dziesięć punktów. Nic jednak takiego nie nastąpiło, bo podobnym rzutem odpowiedziała Martina Kissova. Na trzy minuty przed końcem po celnych osobistych naszej Australijskiej rozgrywającej mieliśmy jednak dziewięć oczek więcej. Było 48:39. I w tym momencie rywalki przyspieszyły. Z dystansu trafiła ponownie Musovic. Lucia Kupcikova i Angel McCoughtry wykorzystały w kolejnych akcjach nasze błędy i z dziewięciu punktów przewagi zostały tylko dwa. W końcówce raziliśmy nieskutecznością i na dwadzieścia sekund przed końcem pierwszej połowy Słowaczki wyszły na prowadzenie (po trafieniu spod kosza Amerykanki Candice Dupree). Równo z syreną trafiła jednak Spencer zza linii 6,25 i dała nam dwa punkty przewagi po pierwszej połowie.
W drugiej połowie przegrywaliśmy po dwóch minutach 53:57, później 63:65, by na minutę przed końcem trzeciej odsłony i trafionych osobistych Piekarskiej mieć ponownie dziesięć punktów więcej (77:67). W ostatniej udanej akcji w tej kwarcie trzy punkty z dystansu zdobyła Dupree i była to zapowiedź późniejszej porażki...
Czwartą kwartę rozpoczęliśmy tragicznie, bo od siedmiu straconych punktów w minutę i kilka sekund. Sześć z nich rzuciła nam McCoughtry. Był remis po 77. Po jednym celnym osobistym Richards wyszliśmy na minimalne prowadzenie. Jak się później okazało ostatnie w tym meczu. Wyrównana gra toczyła się jeszcze przez kolejne sześć minut. Trzymaliśmy się blisko rywalek. Było 80:80 i 83:84. W decydujących momentach nie trafiła jednak ani jednego z czterech rzutów osobistych kapitan Justyna Żurowska. Zresztą i inne zawodniczki w tym elemencie po przerwie się często myliły i mogliśmy zapomnieć o końcowym zwycięstwie. Wynik spotkanie rzutem zza linii 6,25 ustaliła nasza Rosjanka Sapova.
- Zagraliśmy dziś doskonale pierwszą kwartę. Dobrze trzecią. I bardzo słabo drugą i czwartą. Zabrakło nam trochę zdrowia i koncentracji. W głowach moich koszykarek siedziało gdzieś, że ten mecz o niczym nie decyduje. W drugiej połowie nie trafiliśmy dziesięciu osobistych. Był to mecz ataku. Spotkały się dwa zespoły grające bardzo szybką koszykówkę. Ten mecz musiał się podobać. Ostatecznie zasłużenie wygrał zespół z Koszyc - powiedział po meczu trener Dariusz Maciejewski.
KSSSE AZS PWSZ Gorzów - Good Angeles Koszyce 88:95 (35:23, 18:28, 24:19, 11:25)
KSSSE AZS PWSZ: Sapova 22 (3x3), Spencer 16 (3), Piekarska 13, Żurowska 12, Dźwigalska 0 oraz Dureika 11 (1), Richards 9, Kaczmarczyk 5.
Good Angeles: Dupree 22 (2x3), McCoughtry 21, Kupcikova 12, Hrickova 11 (3), Carnoka 2 oraz Musovic 18 (3), Michulkova 6, Kissova 3 (1), Cikosova 0, Kovacova 0.
Maciej Zakrzewski / dźwięki Radosław Łogusz / fot. Bartosz Zakrzewski






