PLKK: Lider pokonał Lidera po horrorze24 stycznia 2010, 21:43:24
>>>ZOBACZ FOTOREPORTAŻ<<<
Spotkanie rozpoczęliśmy fantastycznie. Trafialiśmy z każdej pozycji. Fenomenalnie pod koszem grała wreszcie Izabela Piekarska. Zadebiutowała w tym sezonie w naszym składzie Nicky Anosike. Po trafieniach z dystansu Ludmiły Sapovej i Sidney Spencer prowadziliśmy w trzeciej minucie gry 10:4, po sześciu już 19:4. Na przerwę schodziliśmy po punktach spod kosza Anosike. Wygrywaliśmy wówczas 27:6! Wydawało się, że zdeklasowane na początku gospodynie już się nie podniosą.
Stało się jednak inaczej i to głównie za naszą sprawą. Co prawda przez większą część drugiej kwarty przewagę utrzymywaliśmy. Ale już dało się zauważyć w naszych szeregach rozluźnienie. Jeszcze w piętnastej minucie meczu mieliśmy ponad dwadzieścia oczek więcej. Po trafieniu Piekarskiej było 36:15 dla naszego zespołu. Na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy i rzucie z półdystansu Samanty Richards mieliśmy dwa razy więcej punktów od rywalek (było 40:20). Od tego momentu już nie tylko nie powiększaliśmy przewagi, ale zaczęliśmy ją szybko tracić. Przez ostatnie trzy minuty drugiej kwarty stopniała ona do czternastu punktów. Znakomicie pod kosz wchodziła Ashley Shields. W ważnych momentach nie pudłowała również Paulina Dąbkowska. Po jej właśnie rzucie zakończyła się pierwsza połowa. Do szatni koszykarki KSSSE AZS PWSZ Gorzów schodziły przy prowadzeniu 42:28.
Drugą połowę od punktów rozpoczęła nasza Australijska rozgrywająca i wydawało się, że ostro zabierzemy się do pracy. Nic jednak z tych rzeczy. W kolejnych czterech minutach nie trafialiśmy z najprostszych sytuacji. Gospodynie skrzętnie wykorzystywały każdy nasz błąd i odrobiły z rzędu dziewięć punktów (trafiały: Shields, Joanna Górzyńska-Szymczak, Dellena Criner i Amber Sprague). O czas poprosił trener Dariusz Maciejewski. Poskutkował on na chwilę, bo zaraz po wznowieniu gry trafiła Piekarska. Prowadziliśmy 46:37. Co z tego skoro po chwili za trzy punkty trafiła Amerykanka Criner. A w następnej akcji spod kosza Dąbkowska i pruszkowianki traciły już tylko cztery punkty do naszego zespołu (było 46:62 dla KSSSE AZS PWSZ). W samej końców zza linii 6,25 trafiła na szczęście Rosjanka Sapova. Gospodynie odpowiedziały dwoma oczkami Dąbkowskiej. Przed ostatnią odsłoną mieliśmy tylko pięć punktów więcej.
Czwartą kwartę rozpoczęliśmy znów słabo. Minęła zaledwie minuta. Z naszej przewagi został już tylko jeden punkt. Znakomicie grały w tym meczu Shields i Djenebou Sissoko i to właśnie po ich rzutach było tylko 49:48 na tablicy wyników. O kolejną przerwę poprosił trener Maciejewski. Po jej upłynięciu w dwóch kolejnych akcjach naszego zespołu pod kosz weszła Richards. W obu przypadkach znakomicie. Dorzuciła do naszego dorobku cztery oczka. Prowadziliśmy wówczas 53:48. Emocje jednak się nie skończyły. Amerykanki w składzie Lidera rozkręcały się z akcji na akcję. My nie potrafiliśmy ich powstrzymać i po kolejnych siedemdziesięciu sekundach sensacyjnie przegrywaliśmy w Pruszkowie 53:54! Prowadzenie dla naszego zespołu odzyskała chwilę później Justyna Żurowska. W kolejnej akcji trafiła z dystansu jednak Dąbkowska i mięliśmy już dwa punkty straty. W kolejnych akcjach nasze koszykarki były faulowane. Piekarska i Żurowska wykorzystały tylko po jednym osobistym i na cztery minuty przed końcem meczu był remis 57:57. W dwóch następnych minutach wreszcie lepiej broniliśmy. Sapova trafiła za trzy oczka (w drugiej połowie tylko ona dwa razy zdobyła punkty z dystansu w naszym zespole). Dwa dołożyła jeszcze kapitan Żurowska i na chwilę zrobiło się spokojniej. Znów prowadziliśmy tym razem 62:57. Szybko odpowiedziała jednak Górzyńska-Szymczak i emocje były do końca. W ostatniej minucie mieliśmy już tylko rzuty osobiste. Po dwóch wykorzystanych na dwie sekundy przed końcem meczu Piekarskiej było jasne, że odniesiemy szesnaste zwycięstwo w lidze. Należy sobie tylko zadać pytanie, czy te emocje były nam aż tak bardzo potrzebne?
- Po takim meczu cieszy tylko zwycięstwo. Znakomita była tylko pierwsza kwarta. Później całkowita dekoncentracja. W drugim zespole poczucie, że przeciwnik słabnie, dekoncentruje się i możne nawiązać walkę. To tylko nasza wina. Nie ujmuję nic rywalowi. Pruszków zagrał bardzo dobrą koszykówkę. W trzeciej kwarcie mieliśmy fatalną skuteczność. Sama Sidney Spencer w tej części gry była siedem razy wyprowadzona na czystą pozycję i nic nie mogła trafić. Gratuluję trenerowi gospodyń takiej postawy. Nie wiem jak bym zareagował gdybyśmy dziś przegrali. I tak będziemy ten mecz mocno analizować - powiedział po meczu trener Dariusz Maciejewski.
Blachy Pruszyński Lider Pruszków - KSSSE AZS PWSZ Gorzów 62:66 (6:27, 22:15, 16:7, 18:17)
Blachy Pruszyński Lider: Shields 24 (1x3),Górzyńska-Szymczak 11 (1), Criner 10 (2), Dąbkowska 10 (1), Sprague 2 oraz Sissoko 4, Pułtorak 1, Kuncewicz 0, Bednarczyk 0, Kopczyk 0.
KSSSE AZS PWSZ: Sapova 16 (4x3), Piekarska 13, Żurowska 7, Spencer 5 (1), Dźwigalska 0 oraz Richards 12, Dureika 5 (1), Kaczmarczyk 4, Anosike 4.
Maciej Zakrzewski / dźwięki Radosław Łogusz / fot. Maciej Zakrzewski






