Pani Kapitan o swojej przygodzie z koszykówką4 lutego 2010, 13:44:57

Maciej Zakrzewski: Słyszałem, że nie lubisz zwierząt. To prawda?
Justyna Żurowska: Nie lubię to za dużo powiedziane. Mam pewną fobie, z którą się urodziłam i to ona nie pozwala mi obcować ze zwierzętami na co dzień. Jedynymi zwierzętami, których się nie boje są psiaki, a to tylko dzięki temu, że gdy miałam trzy latka moi rodzice zdecydowali się posiadać to cudo.
Jak spędzasz wolny czas?
Gdy jest się w reżimie treningowym spędzanie wolnego czasu trzeba zaplanować tak by był to również wypoczynek. W przeciwnym wypadku z czasem mikrourazy powstałe podczas meczów czy treningów przeistoczą się w poważne kontuzje. W związku z tym inaczej spędzam czas wolny podczas sezonu, a inaczej po jego zakończeniu. Szczególna różnica jest w aktywności fizycznej. Po sezonie uprawiam wszystkie pozostałe sporty na jakie tylko przyjdzie mi ochota, natomiast podczas sezonu z reguły relaksuje się czytając książki, rozmawiając z przyjaciółmi, przeglądając Internet, zgłębiając wiedzę w kierunku doktoratu, itp.
Ponoć uwielbiasz także grać w karty. Wiem, że kupiłaś ostatnio nawet tasownik do kart.
Spotkania z przyjaciółmi najczęściej kończą się „partyjką”. Z opowieści moich rodziców wiem, że moja babcia była wielką karciarą i chyba na mnie przeszło to w genach. Jest to dla mnie wielka przyjemność i doskonała forma relaksu. Szczególnie jak się wygrywa. Co do tasownika to... prawda. Posiadam, gdyż zbyt dużo czasu marnowaliśmy na kasowanie karcioszek. Ostatnimi czasy postanowiłam nauczyć się brydża. Przyznam, że można się uzależnić...
W zespole jesteś kapitanem. Wiąże to się z dodatkowymi obowiązkami?
Pewne ramy naszych zachowań są już wcześniej ustalone. Moim zadaniem jest wkomponować w nie nowe zawodniczki i pilnować, by wszystko przebiegało według ustalonych norm. Na boisku w sytuacjach spornych proszony jest kapitan. Na szczęście nasz zespół składa się z grzecznych dziewczyn, więc takie sytuacje są znikome. Najtrudniejsze są przemowy podczas różnych spotkań. Wtedy jako kapitan wypowiadam się w imieniu zespołu. Co prawda ponoć nieźle mi to wychodzi. Niestety początek jest zawsze dla mnie stresujący.
Zacznijmy może od początku. Jesteś sportowo uzdolniona. Grałaś w tenisa, szachy, pływałaś. Masz pewnie sporo dyplomów?
Szachy... Nigdy nie grałam w szachy, co najwyżej z tatą w domowym zaciszu, ale to i tak częściej były warcaby... Pływanie, piłka nożna, przełaje, większość dyscyplin lekkoatletycznych, ping-pong, itd... Cóż byłam „dzieckiem sportu” i od najmłodszych lat brałam udział we wszystkich zawodach w jakich tylko startowała moja szkoła. Natomiast tenis ziemny trenowałam od siódmego roku życia...

Kiedy zaczęła się twoja przygoda z koszykówką?
Po ośmiu latach wzlotów i upadków w tenisie postanowiłam, że trzeba coś zmienić. Dalszy rozwój byłby bardzo trudny, i to z wielu przyczyn. Gryfino - miasto, w którym się wychowywałam miało bardzo dobre szkolenie piłki ręcznej. Na moje szczęście (bo gdy dziś oglądam mecze tej dyscypliny, przeraża mnie tamtejsza brutalność), rodzice nie zgodzili się na uprawianie przeze mnie tego sportu. W związku z tym postanowiłam trenować coś dużo delikatniejszego - koszykówkę... Co dziś myślą moi rodzice o koszykówce i brutalności?! Wolę nie wiedzieć...
Pamiętasz swój pierwszy przyjazd do Gorzowa? Co sprawiło, że trafiłaś do naszego klubu?
Na początku swojej koszykarskiej drogi trafiłam do znakomitego trenera Kazimierza Cieślaka, który poświęcał swój wolny, niedzielny czas na treningi ze mną. To on ułożył mi rękę do rzutu. Jest perfekcjonistą i za każdym razem gdy ze mną rozmawia ma nadal pewne uwagi. Historia z Gorzowem rozpoczęła się, gdy grałyśmy półfinały Mistrzostw Polski Juniorek w Poznaniu. Wtedy pamiętam jak zła po przegranym meczu siedziałam w autobusie, chcąc jak najszybciej wracać do domu. Natomiast mój (wówczas) aktualny trener rozmawiał w najlepsze z jakimś Panem. Tym Panem okazał się Dariusz Maciejewski. Od tego czasu po około miesiącu przyjechałam do Gorzowa na rozeznanie... Co pamiętam z tego przyjazdu?! Trenera Maciejewskiego, który przechadzał się w klapkach po hali.
W Gorzowie jesteś praktycznie od początku swojej kariery. Nie myślałaś nigdy o zmianie klubu?
Takie myśli przychodzą zawsze, szczególnie często, gdy jest ciężko, gdy coś nie wychodzi. Mimo tego jestem tu nadal, bo czuję się szczęśliwa z bardzo wielu powodów.
W tym sezonie kroczycie od zwycięstwa do zwycięstwa. Jakie jest to uczucie być tym niepokonanym? Każdy kolejny zespół pewnie ostro się na Was szykuje.
„Jesteś takim zawodnikiem, trenerem, zespołem, jak Twój ostatni mecz”. Dlatego nie cofamy się, nie myślimy kogo już pokonałyśmy. Jasnym jest, że każdy czyha na naszą porażkę. Jako zespół zaskakujemy co roku, ale to wszystko poparte jest wielką pracą. Nie tylko naszą na boisku, ale również naszego sztabu trenerskiego. Godziny ślęczenia przed ekranem telewizora, w celu przygotowania taktyki na przeciwnika, następnie przekazanie i przekonanie nas do tego. Analiza meczu ostatniego- to praca, której nikt nie widzi a wykonują ją trenerzy Maciejewski i Pieczyrak. Siłownia, o której wspominamy to nie samo pójście na nią i pomachanie na przyrządach nogą bądź ręką, to pełen cykl przygotowany przez trenera Chmielnickiego. Od początku do końca sezonu, jednak tak elastyczny, że idealnie dopasowany do naszego kalendarza spotkań oraz stanu zdrowia. Nie wspomnę już o Robercie Brałko, który przywraca nas do funkcjonowania po każdym meczu. Odnowa biologiczna to mus, który odbywamy za każdym razem. Często to nie wystarcza, więc pod jego okiem przechodzimy fizykoterapie. Długo by opowiadać, chcę tylko zaznaczyć, że to liderowanie to nie przypadek i wynikowa pracy wielu osób.
W Eurolidze już tak łatwo nie było. W naszej hali toczyliśmy wyrównane i co ważne także zwycięskie spotkania. Na wyjazdach jednak nawiązaliśmy walkę tylko w Koszycach. Czego zabrakło?
W dużej mierze zgoniłabym to na kalendarz naszych spotkań. Trzy pierwsze mecze rozegrałyśmy na wyjeździe, a jako zespół w którym tylko dwie zawodniczki kiedykolwiek występowały na parkietach Euroligi mogę śmiało stwierdzić, że ciekawość przeradzała się w strach, a on nie pomaga na boisku, wręcz chwilami paraliżuje i podejmowane decyzje są anormalne... Wysoka porażka we Francji to wynik przerwy świąteczno-noworocznej. Przyjemnie było odpoczywać, niestety w tym meczu przy wyśmienitej grze zespołu przeciwnego musiałybyśmy zagrać doskonale by wygrać.
Euroliga czegoś Was nauczyła?
Tak jak wspomniałam - ciekawość przerodzona w strach... Tak rozpoczynałyśmy Euroligę. Dziś nie dwie zawodniczki, lecz dwanaście wystąpiło na parkietach euroligowych. Jesteśmy więc już dużo bardziej doświadczone i przede wszystkim świadome, że tam właśnie jest nasze miejsce.
Myślisz, że w tym roku zachowacie progresję wyniku i zdobędziecie dla Gorzowa tytuł Mistrza Polski?
Moim marzeniem jest by z Gorzowem wywalczyć tytuł Mistrza Polski, dlatego ze swojej strony będę robiła wszystko by tak się stało. Mam jednak świadomość, że jest to olbrzymie wyzwanie, ale czasem marzenia się spełniają!

Od tego roku jesteś także nauczycielem akademickim. Co wykładasz?
Przedmiot nosi nazwę Technologie Informatyczne. Jest związany z kierunkiem studiów, które ukończyłam.
Jak reagują na magister Żurowską studenci PWSZ, często kibice koszykarscy?
Parę było komicznych sytuacji kiedy uświadomili sobie z kim mają zajęcia. A tak jestem tylko Panią Wykładowczynią.
Studenci twierdzą, że jesteś bardzo wymagająca?
To pytanie należałoby zadać im... Ze swojej strony na każdych zajęciach pragnę ich czegoś nauczyć. Moje zajęcia odbywają się przy komputerach, a wiec mam świadomość że przekazuję im bardzo praktyczną wiedzę.
W naszym zespole z sezonu na sezon zmienia się w połowie skład. Łatwo jest zgrać się z nowymi koleżankami?
Koszykówka na pewnym poziomie, ma pewne zasady - określone założenia. Jeśli nowe osoby również grały na takim poziomie to współpraca z nimi przebiega płynnie i chwilami wydaje się jakbyśmy od zawsze grały w jednym zespole. Trzon naszej ekipy, który jest niezmienny od paru lat sprawia, że szybko nowe osoby uczą się naszych wewnętrznych zasad. Dodatkowo dopasowane przez trenera rozwiązania taktyczne, zarówno w ataku jak i w obronie pozwalają wykorzystać najmocniejsze strony każdego gracza.
Utrzymujesz kontakt z zagranicznymi koszykarkami, które już nie grają w Gorzowie?
W życiu jest tak, że jak ktoś odchodzi, wyjeżdża to pochłonięty nowym światem zapomina o tym co zostawił. Dlatego też wiem mniej więcej co dzieję się z dziewczynami, które u nas występowały. Natomiast nie jestem osobą, która potrafi pielęgnować znajomość na odległość w związku z tym moje kontakty z zagranicznymi zawodniczkami, które nas opuściły są bardzo ograniczone.
Trener Dariusz Maciejewski został niedawno także trenerem reprezentacji Polski. Uważasz, że nasz narodowy zespół stać na poprawę gry i odniesienie sukcesów w najbliższych latach?
Dziewczyny z mojego rocznika zdobyły w-ce Mistrzostwo Europy, gdy były 20-latkami. Ja niestety miałam wówczas złamanie kości śródstopia, więc nie występowałam na tej imprezie. W tym roku skończymy 25 lat, a więc jesteśmy już dojrzałymi koszykarkami. Dodatkowo mamy tak wielką postać jak Agnieszka Bibrzycka. Klasowego centra - Ewelinę Kobryn oraz wiele wartościowych dziewczyn. Dlatego uważam, że jeżeli trener Maciejewski stworzy kolektyw jaki aktualnie tworzą nasi piłkarze ręczni to jest wielka szansa na rozegranie bardzo dobrych, a przede wszystkich zwycięskich spotkań na Euro2011, które odbędzie się w Polsce. Co więcej, każda z nas marzy o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie. To wszystko jest przed nami. Pora tylko uwierzyć i odpowiednio się przygotować.
Rozpoczął się 2010 rok. Korzystając z okazji chciałabym życzyć wszystkim dużo zdrowia, wielu wrażeń- szczególnie związanych z AZS-em... oraz wiele ciepła w te mroźne dni - żeby nigdy nie zabrakło Państwa w naszej hali.
Pozdrawiam, kapitan zespołu Justyna Żurowska.
Rozmawiał Maciej Zakrzewski
Zdjęcia Bartosz Zakrzewski







