Numer 13 KSSSE AZS PWSZ - oszczędny15 grudnia 2009, 01:30:19

W statystykach po sobotnim spotkaniu przy nazwisku Ludmiły Sapowej widnieje tylko 50 s gry. Kibice, którzy nie byli na hali (widownię mieliśmy euroligową - ok. 800 osób), mogą być jednak spokojni. Rosjance nic się nie stało. Luda ostatnio trochę narzekała na mikrouraz nogi, wyszła na boisko sprawdzić, czy to nie jest poważna sprawa, a potem spokojnie oglądała jak przyzwoicie całą robotę wykonują jej koleżanki z KSSSE AZS PWSZ. - Tutaj musieliśmy przede wszystkim zwyciężyć, a myślami byliśmy przy środowym meczu o wszystko z niezwykle groźnym mistrzem Czech i kolejnym, trudnym ligowym wyjeździe do Torunia - przyznał nasz szkoleniowiec Dariusz Maciejewski. - W starciu z Pragą wielka bitwa rozegra się na obwodzie. W swojej hali rywalki rzuciły nam przecież 15 "trójek". Ludmiła w pełni formy będzie nam w tym meczu niezbędna.
Pierwszą połowę gorzowianki zagrały z wielkim polotem. Praktycznie w każdej akcji było widać dlaczego ostatnio naszemu zespołowi nie dały rady Węgierki z Spronu, krakowianki oraz gdynianki. Piękne zagrania podkoszowe Justyny Żurowskiej, na strefę ŁKS - łodzianki kilkakrotnie zmieniały system obrony - dystansowe trafienia Sidney Spencer i Julii Dureiki. Wszystko doskonale rozprowadzane przez nasze rozgrywające. Sam Richards już do przerwy miała siedem asyst! W całym spotkaniu aż 12 - jest już drugą podającą w ekstraklasie. Katarzynie Dźwigalskiej zapisano pięć podań otwierających drogę do kosza. Wygrywaliśmy 45:25 i nie mogła nam się stać żadna krzywda.
Więcej czytaj na łamach gazeta.pl
Gazeta Wyborcza
2009.12.14
Ireneusz Klimczak
fot. Daniel Adamski






