Koszykarki KSSSE AZS PWSZ Gorzów przegrały z krakowiankami29 marca 2010, 18:52:22

Gdybyście chcieli nakłonić znajomego, aby został fanem basketu i tak jak wy, doznawał w najmniej spodziewanym momencie przyjemnego pulsowania krwi w żyłach, zwanego adrenaliną, bez zastanowienia pokażcie mu sobotni pojedynek dwóch najpoważniejszych kandydatów do złota. Albo najlepiej następnym razem zabierzcie go do hali przy Chopina. Gdybyście chcieli, aby zasilił Klub Kibica KSSSE AZS PWSZ, puśćcie mu nagranie dopingu sprzed dwóch dni. Albo najlepiej przy kolejnej okazji od razu posadźcie go w sektorze "Podkoszówki”, by poczuł tę siłę rytmicznego drgania trybun, które całe trzęsą się w posadach, gdy jednocześnie ryknie kilkaset gardeł. Bo choć ryzyko zejścia na zawał albo głuchoty jest duże, to tylko kibic w kapciach nigdy nie pojmie, jakim darem jest przeżywanie emocji, którym uraczyły nas bohaterki z soboty.
"Gdyby grały pieniądze, to mistrzem świata byłby Kuwejt albo Arabia Saudyjska” - to jedna ze złotych myśli trenera legendy Kazimierza Górskiego. I choć odnoszą się one do futbolu, to i w baskecie łatwo o podobną analogię. Przy budżecie Wisły Can Pack, uczestnika Final Four Euroligi akademiczki wyglądają jak ubogi krewny. Na szczęście, od dwóch lat tej różnicy nie widać. Dość powiedzieć, że z czterech ostatnich ligowych spotkań, aż trzykrotnie górą były gorzowianki.
Gdy naprzeciw siebie stoją te dwa zespoły, zawsze jest ciekawie. Bo choć przed meczem były podejrzenia, że fani zobaczą raczej "szachy”, do niczego takiego nie doszło. Co jeszcze sprawiło, że szlagier był szlagierem? Wysoki stopień zaangażowania, nieustępliwość w walce o każdą piłkę, emocje od początku do końca i ta cudowna adrenalina, którą zawodniczki wręcz ociekały. A wszystko po to, by tylko i aż zyskać nad rywalem psychologiczną przewagę, gdy za kilka tygodni stawką rywalizacji będzie medal.
Więcej czytaj na łamach gazetalubuska.pl
Gazeta Lubuska
2010.03.14
Paweł Tracz
fot. Bogusław Sacharczuk






