Koszykówka: Nasz rosyjski gieroj!10 listopada 2009, 00:47:43

25-latka Ludmiła Sapowa przed obecnym sezonem trafiła do nas jako ostatnia. Trochę szczęśliwie, bo z powodów kryzysu finansowego rozpadł się jej dotychczasowy klub CSKA Moskwa. W innych euroligowych drużynach składy były już pozamykane, dlatego jej menadżer wykonał telefon do Gorzowa. Dzięki temu mamy przyjemność oglądać koszykarkę z najwyższej półki. Umiejętności Rosjanki zdecydowanie wskazują drogę transferową na przyszłość. Takim graczom płacisz spore pieniądze, ale masz gwarancję, że choć nie są w najwyższej formie - to w tej chwili kłopot całego KSSSE AZS PWSZ - to będą walczyć do upadłego i w najważniejszym momencie nie zawiodą.
W 37. min sobotniego, dramatycznego pojedynku Sapowa po celnym rzucie wolnym wyprowadziła gorzowianki na prowadzenie 66:65. Chwilę później, gdy panicznie szukaliśmy dogodnej okazji i kończył się nasz czas na wykonanie akcji w ataku, trafiła ponownie z półdystansu - było 68:67 dla KSSSE AZS PWSZ. Po kilku kolejnych nieudanych zagraniach z obu stron, na 11 s przed końcem o czas poprosił trener Rybnika Mirosław Orczyk. Po wznowieniu gry zaatakowała Amerykanka Whitney Boddie. Wyskoczyła w górę i... wcześniej 4 m od kosza była bezbłędna. Tym razem w ostatniej chwili zmieniła zamiar i lobem piłka trafiła pod nasz kosz do niepilnowanej Devanei Hampton. ROW wyszedł na prowadzenie. Do końca meczu 4 s. Czas dla KSSSE AZS PWSZ. Akcja rozrysowana na Sapową. Rosjanka wychodzi na ósmy metr po piłkę, dostaje dokładne podanie od Sidney Spencer, zaczyna kozłować, wbija się w pole trzech sekund, kończy akcję dwutaktem i w ostatniej sekundzie zdobywa kosza! Zrozpaczone rybniczanki plują sobie w brodę, bo miały w zapasie jeszcze jeden faul bez konsekwencji i mogły wcześniej powstrzymać akcję gospodyń. W tym samym momencie gorzowianki ściskają swoją bohaterkę, a kibice skandują: AZS! tak głośno jak chyba nigdy wcześniej. - Jaki ze mnie gieroj, wiedziałam, że trafię - opowiadała uśmiechnięta od ucha do ucha Sapowa. - Na odrobienie strat z pierwszej połowy, po której przegrywałyśmy różnicą 11 pkt, ciężko zapracował cały zespół. To nie był nasz wielki mecz. Dwie ostatnie porażki w Eurolidze trochę zachwiały naszą pewność, szwankuje skuteczność. Ważne jednak, że do końca wierzyłyśmy w podtrzymanie naszej passy zwycięstw w Polsce. Dzięki temu dostałyśmy fajną nagrodę, nadal jesteśmy niepokonane.
Więcej czytaj na łamach gazeta.pl
Gazeta Wyborcza
2009.11.09
Ireneusz Klimczak
fot. Daniel Adamski






